J. Grzesiak | Rozboje sceniczne

Wiele razy tuż przed swoimi wystąpieniami zastanawiałam się, dlaczego zawsze tak się stresuję. Różne teorie przychodziły mi do głowy, szczególnie, że stres nie zawsze był taki sam. Gdy występowałam na deskach teatru studenckiego, stresu prawie w ogóle nie było. Za to gdy miałam do przeprowadzenia prelekcję na konferencji, lub zajęcia na studiach (szczególnie za pierwszym razem), strach był niesamowity. Mijał wraz z pierwszą minutą, ale tuż przed rozpoczęciem było to uczucie niesamowicie nieprzyjemne.

Różne miałam teorie w głowie. Ta, która mnie najbardziej przekonuje, nawiązuje do atawistycznej niechęci do występowania przed innymi ludźmi w obawie przed ostracyzmem lub innymi skutkami nieudanego zaprezentowania się. Może nawet odległym przodkom groziła za takie niepowodzenie śmierć? I choć można z tym lękiem walczyć, to tak do końca nigdy się nie da go pozbyć. Jan Grzesiak w swojej książce Rozboje sceniczne ma jednak nieco inną teorię. Według autora powodem stresu jest brak pewności siebie, który wynika z nieuporządkowanego życia wewnętrznego. Grzesiak przekonuje, że jeśli tylko siebie prawdziwie pokochasz i zaakceptujesz, “wyjdziesz ze skorupy”, to stres odejdzie. Niestety nie do końca mogę się z tym zgodzić, bo stres przed wystąpieniem mają wszyscy, nawet ci, którzy nie mają problemów ze sobą/ kompleksów/ innych w tym stylu.

To nie jest podręcznik

Po przeczytaniu opisu na okładce, spodziewałam się czegoś innego. Myślałam, że treść będzie podana w formie podręcznikowo – poradnikowej. Natomiast Rozboje sceniczne są raczej próbą coachingu wymieszaną z różnymi ćwiczeniami. Zgadzam się z autorem, że żeby dobrze występować, trzeba dużo ćwiczyć i faktycznie, niektóre jego propozycje są fajne – jest mnóstwo ćwiczeń oddechowych, dykcyjnych i ruchowych. Ale są też takie absurdalne, bo skąd ja niby wytrzasnę wielki dzwon, w który można bić ciągnąc za sznur i jednocześnie ćwiczyć mówienie, albo gdzie ja znajdę bagno z kępami trawy, po których można skakać? Interesujące pomysły, ale już widzę, ile osób będzie tak bardzo zdesperowanych, żeby się do tych wskazówek zastosować w 100%. 

Ale nie to jest najważniejsze, bo niestety to wszystko sprowadza się do tego, że Grzesiak zajmuje się tylko jedną stroną wystąpień publicznych – techniczną, czyli opanowaniem ciała. Merytoryką zajmuje się tylko o tyle, że stosuje coachingowe chwyty w stylu “jeśli tylko chcesz, to możesz”. Można z tego wyciągnąć wniosek, że wystarczy ćwiczyć oddech, ciało i dykcję, uwierzyć w siebie i już będziemy świetnymi mówcami. Moim zdaniem to jednak zdecydowanie za mało, żeby pozbyć się stresu. Przydałyby się jeszcze na przykład ćwiczenia do zminimalizowania lęku przed samym wejściem na scenę, lub choćby minimalne wprowadzenie do tego co mówić, a nie tylko jak

Sam autor dobrze opisuje to pod koniec książki, że to raczej nie ma być podręcznik, a “przyjaciel i towarzysz wystąpień publicznych” oraz “inspiracja, otucha, kiedy ktoś będzie Ci mówił, że źle występujesz”. W związku z tym książka jest raczej przeznaczona dla osób, które właśnie takiego wsparcia poszukują. Niestety do mnie taka forma nie przemawia, przeczytałam jednak całość z otwartą głową starając się odsiewać coaching od wartościowych wskazówek. 

Niestety kilka rzeczy mimo to mi przeszkadzało. Przede wszystkim zdziwiło mnie to, że autor zwraca się tylko do jednego typu człowieka. Grzesiak wyobraził sobie, że każdy jego czytelnik ma wielkie ego, tendencje do narzekania i wymigiwania się od ćwiczeń. Tylko chyba nie po to kupuje się tego typu książki? Zawsze mi się wydawało, że jak już ktoś interesuje się jakimś podręcznikiem, to raczej nastawia się na podążanie za podanymi wskazówkami. Ale oczywiście mogę się mylić. 

Odrobinę zaskoczyło mnie także to, że Grzesiak sugeruje, że jego czytelnicy nie znają Białoszewskiego, lub w ogóle mogą potraktować jego poezję jako bełkot. Nie jestem też pewna, jak do wystąpień publicznych bez stresu mają się wątki osobiste autora związane z jego nawróceniem, czy sytuacją rodzinną. Cały czas też odnosiłam wrażenie, że autor starał się bardzo wyjść na śmieszka i luzaka, tylko moim zdaniem mu się to nie udało. Potoczysty styl jest spoko, o ile to nie jest mowa trawa, a tu jest tego zielonego sporo i ma intensywny kolor. Żarty są dość suche, momentami nie na miejscu, a jeden z nich jest mocno kontrowersyjny – zalatuje seksistowskim spojrzeniem na świat. 

Przedruki na końcu

Na końcu tej książki są przedrukowane dwa całe motywacyjne eseje. Recenzja obydwu to temat na oddzielny tekst, bo choć zawierają ziarno prawdy, to powielają także szkodliwe stereotypy. Dotyczy to szczególnie tego pierwszego tekstu autorstwa Conwella pt. Ziemia diamentów, który m.in. przekonuje, że wszystko jest możliwe i jeśli tylko będziesz chciał, to dasz radę. A to jest zdecydowanie zbyt wielkie uproszczenie zagadnienia możliwości i motywacji. Ale to nie temat na teraz.

Te dwa eseje zdobyły niesamowitą popularność i są proponowanymi przez autora ćwiczeniami, które mają pomóc w nauce interpretacji tekstu. Podobnie jak we wcześniejszych rozdziałach książki, tu także stężenie emocjonalnego wsparcia jest bardzo wysokie. Może to właśnie w tej kondensacji komplementów tkwi sukces coachingowych trenerów? Jeśli ktoś lubi takie podejście, to będzie z tej książki zadowolony.

Subiektywna ocena: 5/10
Tytuł: Rozboje sceniczne. Wystąpienia publiczne bez tremy
Autor: Jan Grzesiak
Wydawnictwo: OnePress
Data wydania: 2020
ISBN: 9788328367869
Liczba stron:  237

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.