Mesjasz Diuny | F. Herbert

Mesjasz Diuny | F. Herbert

Mesjasz Diuny

Mesjasz Diuny jest książką nudnawą przez jej większą część. Muszę to przyznać, choć mam ogromny sentyment do tego uniwersum. Ta część rozkręca się dopiero pod koniec, gdy kończy wątek Paula Muad’diba i wyjaśnia charakter jego jasnowidzących mocy. Tylko nie wiem, czy ta moja słaba ocena przypadkiem wynika nie z samej książki, a z tłumaczenia, ale o tym zaraz.

Herbert niewątpliwie ma dar do mieszania. Miesza wiele wątków, dodaje drugie, czasem nawet trzecie dno do opisywanych wydarzeń, postaciami obraca frywolnie. Momentami trudno zrozumieć co się właśnie wydarzyło, bo jedno to zdarzenia, a drugie to ich właściwe znaczenie. 

Cel uświęca środki?

Mesjasz Diuny to dalsza część historii planety Arrakis. Zaczyna się kilkanaście lat po zakończeniu pierwszego tomu. Paul zasiadł na tronie imperatora, rozpętał świętą wojnę – wysyłał swoich Fremenów na inne planety, żeby je nawracać. W ten sposób wymordował miliardy ludzi w imię religii, wcale tego nie chcąc, wręcz mając wyrzuty sumienia z tego powodu. To nie było jego celem, ale jedyną drogą do tego, żeby wygrać z osaczającymi go wrogami.

Muad’dib w swojej wizji zobaczył tylko jedną, wąską ścieżkę, która pozwoli mu na osiągnięcie swojego celu – osłabienie Gildii, Bene Tleilax, odcięcie Bene Gesserit od wpływu na swoje dzieci i zapewnienie im bezpieczeństwa oraz… ocalenie całej ludzkości przed nią samą. A przede wszystkim uwolnienie się z wizji, która była jego klatką. Paula moc była przekleństwem – uświadomiła mu, że wolna wola nie istnieje i że on sam jest marionetką, więźniem swojego losu.

Czytelnik bardzo dobrze zapoznaje się z rozkminami mesjasza Diuny, ponieważ stanowią one pewnie z połowę książki. Dużo miejsca zajmują także rozterki nastoletniej, rozbudzającej się seksualnie Alii, oraz ożywionego Duncana Idaho. Mnóstwo tu polityki i dywagacji, a ja czytając to miałam ciągle wrażenie, że leje się sporo wody, której Fremeni tak nie lubili marnować.

Dzieci Diuny

Satysfakcja i żal

Z jednej strony mam satysfakcję i poczucie zakończonego wątku, a z drugiej jakiś żal za tym, że odbyło się tak jakoś mało epicko. Mimo że sam pomysł na domknięcie tej historii nawet mi się podobał.

Mam wrażenie, że trochę winy za ten zawód ponosi tłumaczenie. Jedno to specyficzny styl Herberta i jego słabość do komplikowania, drugie zaś, dziwne i niezrozumiałe zdania z przestarzałymi wyrażeniami w niespecjalnie udanej stylizacji na wzniosły język. Mesjasz Diuny niezbyt porywa przez super głębokie wieloznaczne aluzje, które bardzo trudno zrozumieć, o ile wgl. się da. Ale też przez nieproporcjonalne rozciągnięcie wątku dotyczącego spisku w porównaniu do samego rozwiązania akcji na końcu.

Mimo wszystko jednak nie żałuję, że przeczytałam tę książkę. Świat nieprzystępnej Arrakis, na której produkowany jest melanż, z jej twardymi i okrutnymi zasadami wciąga jak ruchome piaski. 


Może Cię także zainteresować:
1. Diuna
3. Dzieci Diuny
4. Bóg Imperator Diuny


Tytuł recenzji: Koniec wątku Paula
Subiektywna ocena: 6/10
Tytuł: Mesjasz Diuny
Tytuł oryginału: Dune Messiah
Autor: Frank Herbert
Ilustracje: Wojciech Siudmak
Tłumaczenie: Marek Marszał
Wydawnictwo: Rebis
Cykl: Kroniki Diuny (tom 2)
Seria: Diuna
Data wydania: 2007 (pierwsze wydanie: 1969)
ISBN: 9788373017252
Liczba stron: 272
Nakład: –