Nazywam się Zacharski | M. Zacharski

Nazywam się Zacharski | M. Zacharski

Nazywam się Zacharski. Marian Zacharski. Wbrew regułom

Trudno nie zauważyć, że tytuł tej książki to dosłowne odniesienie do słynnego przywitania 007. My name is Bond. James Bond. Nazywam się Zacharski. Marian Zacharski. Tytuł zresztą pasuje do treści, to opowieść o szpiegu. Jednak większość, albo nawet wszystkie opisane tu wydarzenia są prawdziwe. Ciężko w to uwierzyć, bo to historia naprawdę “jak z Bonda”.

Marian Włodzimierz Zacharski był agentem, który w latach ‘70 zdobywał tajne amerykańskie dokumenty na temat technologii i przekazywał je wywiadowi polskiemu (zob. Wiki). Robił to skutecznie przez cztery lata, i robiłby dalej, ale ktoś (Jerzy Koryciński) z wywiadu polskiego go „sprzedał”. Parę miesięcy później Zacharski zostaje aresztowany przez FBI i po pokazowym procesie skazany na dożywocie w jakimś zapadłym więzieniu w USA.

W książce znajdują się zbeletryzowane wspomnienia autora, przy których wspomagał się ghost writerem, co sam sugeruje w krótkim wstępie. I muszę przyznać, że wyszła im naprawdę świetna robota. Dobrze się to czyta. Relacja oficera w pierwszej osobie przepleciona jest zdjęciami, skanami dokumentów oraz fragmentów historii stylizowanych na raporty wywiadowcze. True crime.

Cała masa ciekawych wątków

Oprócz szpiegostwa technologicznego, jest tu cała masa innych ciekawych wątków. Zacharski był pierwszym albo jednym z pierwszych skazanych w USA szpiegów. Zwykle nie dochodziło do procesów, tylko do negocjacji w sprawie wymiany więźniów. Zacharski miał jednak pecha. Trafił na bardzo gorący okres, tuż po 13 grudnia 1981 roku, czyli początku stanu wojennego w Polsce. Sytuacja międzynarodowa była napięta. 

Sporo jest także szczegółów, jak faktycznie wyglądała codzienna praca oficera wywiadu. Bardzo podobało mi się to, że Zacharski wyraźnie zaznacza ilość zwykłej biurowej pracy przy kopiowaniu dostarczanych dokumentów. Nie raz musiał w ciągu kilku godzin w nocy przerobić setki, a nawet tysiące stron. I to nie w formie cyfrowej, jak dzisiaj. Tylko fizycznie skopiować dokumenty na kserokopiarce albo zrobić zdjęcia analogową kamerą poklatkową. Raz pisze, że skserowane materiały ważyły 30kg. A wie to dokładnie, bo zważył walizki w których je przewoził. 

Ilość pracy, którą Zacharski wykonywał wydaje mi się niewykonalna. Oprócz konieczności rozwijania relacji miał jeszcze rodzinę oraz posadę szefa firmy sprzedającej obrabiarki, która była jego oficjalnym zajęciem. Nie nudził się chłop. 

Frustracje

Ciekawy jest też wątek frustracji związanych z Sergiuszem, bezpośrednim przełożonym w Polsce. Sergiusz, zresztą jego następca także, byli mocno ograniczeni przez komunistyczną mentalność. W ogóle Zacharskiemu to trochę się tu ulewa. Sporo narzeka na opieszałość działania krajowych struktur i absurdalne, niedopasowane instrukcje, które zresztą czasami ignorował. Oficer prosił, podawał czasami nawet dobre rozwiązania, na różne problemy. Przełożeni zaś albo nie słuchali, albo robili coś odwrotnego. 

Wgl wyraźnie też można wyczytać, jak słabo Polska w latach ‘70 stała pod kątem nauki i technologii (albo wywiadu). Bell, czyli główny informator Zacharskiego, dawał dokumenty o sprzętach tak zaawansowanych, że jeden (jedyny?) specjalista, którego polski wywiad próbował oddelegować do lepszego zrozumienia zagadnienia bezpośrednio od Bella, zrezygnował. Zapoznał się z materiałami i stwierdził, że tego się nie podejmie. Chociaż trudno jest teraz stwierdzić, czy w Polsce nie było dobrych inżynierów, czy może nie było odpowiednio zaufanych, albo nikt nie chciał współpracować. W każdym razie autor wiele razy wspomina, że polski wywiad miał problemy z tłumaczeniami i zrozumieniem pozyskiwanej dokumentacji.

Zacharski nigdzie wprost tego nie zasugerował, ale ja miałam poczucie, że te wszystkie top secret materiały od Zacharskiego, nigdy nie miały szansy na sensowne spożytkowanie w kraju (później autor wspomina, że sprzedawano je Moskwie). Nie przy takiej indolencji urzędników i mentalności homo sovieticus. Smutne to, co odziedziczyliśmy jako społeczeństwo po tamtych czasach, bo przecież to dotyczyło nie tylko służb specjalnych.

Opowieść o słabości

Zacharski ciekawie też opisuje, jak manipulował Bellem do zdrady tajemnic państwowych. Zaczęło się banalnie. To problemy finansowe pchnęły Amerykanina do współpracy.

Kontynuował ją później już przez czystą chciwość i poczucie bycia ważnym. Ostatecznie pieniądze nie okazały się tak łatwe, jak się wydawało, a Bell zeznawał przeciw Zacharskiemu, stając się jego bezpośrednią przyczyną uwięzienia i skazania.

Ciemna strona mocy

Książka Nazywam się Zacharski jest świetna. Trudno mi znaleźć niespójności w tej historii, zakładam, że wspomnienia autora w większości pokrywają się z realiami. Ale mało jest autobiografii, które wyraźnie opisują też ciemną stronę mocy i ta też do nich należy. Że Zacharski ma swoje za uszami, to niewątpliwe. Święci nie istnieją. Na pewno więc są w tej historii fragmenty podkolorowane albo pominięte. Natomiast książka ogólnie wydaje się autentyczna. Albo chcę wierzyć autorowi, że było właśnie tak, jak opisuje. 

Nie wybrał sobie facet spokojnej pracy, oj nie. W ogóle jest kilka momentów, w których mówi o sobie, że lubił takie życie pełne adrenaliny. Dlaczego? Miał duszę hazardzisty. Był także atrakcyjny, niezależny, dobry w swojej pracy i osiągał sukcesy. Nie ma jednak ludzi idealnych, a to, że zaniedbywał rodzinę nie wydaje mi się jedyną wadą. Nie zmienia to jednak faktu, że opowieść o szpiegu wciąga bardzo. 

Dwa przeciwległe światy

Fakt, że Nazywam się Zacharski to książka na faktach, jeszcze bardziej podbija emocje. Mnóstwo jest tu smaczków o USA i Polsce lat ‘70 i początku ‘80. Dwa skrajnie różne światy połączone w jednej niesamowitej opowieści.

Nawiasem mówiąc, zainteresowanych jakim cudem polska firma sprzedawała swoje maszyny w kraju o wiele bardziej zaawansowanym technicznie informuję, że Zacharski dokładnie opisuje cały proceder. Znów chodziło o pieniądze. Polskie maszyny były znacznie tańsze niż inne marki. I psuły się okrutnie, szczególnie przez przestarzały system napędowy i porcelanowe bezpieczniki. Dopiero później zaczęli je unowocześniać. Że też Zacharski umiał to sprzedawać! Człowiek godny podziwu?


Może Cię także zainteresować: Zawód: szpieg


Tytuł recenzji: Życie szpiega PRL
Subiektywna ocena: 7/10
Tytuł: Nazywam się Zacharski. Marian Zacharski. Wbrew regułom
Autor: Marian Zacharski
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 2009
ISBN: 978-83-7506-343-1
Liczba stron: 480
Nakład: –