Życie seksualne dzikich | B. Malinowski

Życie seksualne dzikich | B. Malinowski

Życie seksualne dzikich

Życie seksualne dzikich zaczynałam czytać z ciekawością i niepewnością, czego mogę się spodziewać. Okazuje się, że jest tak, jak to autor opisał we wstępie – jest to praca naukowa. Nie ma tu absolutnie żadnych nieprzyzwoitości.

Malinowski nigdzie nie używa języka sensacji. Opisuje wszystko dokładnie razem z niezbędnym do zrozumienia kontekstem. Równie dobrze moglibyśmy czytać coś o fizyce kwantowej. Zresztą bardzo dużo pisze o kontekście przytaczanych informacji, że aby właściwie zrozumieć coś, w tym przypadku seksualność plemion zamieszkałych wyspy Trobrianda, nie wolno ich wyrywać z otoczenia i życia. Życzyłabym sobie, żeby wszystkie prace naukowe były pisane z takim założeniem. A i niektórym nienaukowym autorom lepsza świadomość kontekstu także by się przydała.

Szerokie spojrzenie na społeczeństwo

Malinowski bardzo szeroko podchodzi do wyjaśnienia i właściwego zrozumienia seksualności tamtejszych lodów i robi to z niesamowitym podejściem. Tłumaczy, że inaczej nie znaczy gorzej, nie wywyższa się ponad swoich informatorów. Opisuje więc nie tylko same zaloty i otwartość seksualną w tamtym społeczeństwie, z czego wynika i jakie ma konsekwencje. Ale także wyjaśnia kwestie jej ściśle ustalonych granic, dziedziczenia, małżeństw, skromności, rozpusty, czy tabu i ich łamania.

Okazuje się, że choć społeczeństwo ludów z Wysp Trobrianda znacznie różniło się podejściem do tych Europejskich, wiadomo, to mimo wszystko Malinowski ocenia ich poziom moralności na poziomie typowego Europejczyka. Spódniczki kobiet i przepaski biodrowe mężczyzn musiały być odpowiednie, inaczej wzbudzały prześmiewcze komentarze, czasem nawet oburzenie dotyczące ich niestosowności.

Seks był dozwolony dla młodzieży właściwie bez większych ograniczeń (poza rodziną). A jednak małżeństwo, które miało bardzo ważny status społeczny, wymagało wierności małżonkowi. Tylko wódz mógł mieć kilka żon, ale to wiązało się z jego sporymi obowiązkami wobec poddanych. Trobriandczycy nie rozumieli kwestii zapłodnienia – nie wiązali ich z seksem tylko z magią. W ogóle magia w ich życiu grała dużą rolę. Np. jeden z ważniejszych rodzajów magii urody i miłości to był obrządek dokładnego mycia się. I ja się nie dziwię. Nawet dzisiaj w Europie niektórym przydałyby się takie czary…

Matrylinearność i patriarchat

Malinowski w tłumaczeniu zwyczajów badanych często wykorzystuje porównania i anegdoty. Np. wspomina nauki misjonarzy chrześcijańskich, którzy próbowali wytłumaczyć tubylczym matrylinearnym klanom, relacje między ojcem a synem. Nie było to możliwe, ponieważ dla tubylców ojciec i syn byli dla siebie właściwie obcymi, społecznie i prawnie. To linia matki była najważniejsza, chociaż władzę sprawowali zawsze mężczyźni.

Innymi słowy dzieci w małżeństwie były matki. Ojciec (nawet jeśli był biologiczny) je tylko wychowywał. Natomiast ogólnie kobiety i mężczyźni, pomimo ściśle przydzielonych odmiennych ról i niektórych obowiązków, byli tak samo ważni i właściwie równi sobie. 

Wszystkie te informacje i relacje wydają się niesamowicie inne od zwyczajów europejskich. Trudno je zrozumieć i przyswoić, a jeszcze trudniej wytłumaczyć w kilku zdaniach. Malinowskiemu zajęło to ponad czterysta stron, niezbyt dużą czcionką. 

O “dzikich”, a jednak o ludziach z Zachodu

Paradoksalnie Życie seksualne dzikich to dla mnie nie jest tylko książka o endemicznej ludności wysp, a o ludziach z Europy. O niszczeniu innych kultur i tradycji w poczuciu moralnej wyższości, sprowadzonej głównie do próby opanowania fizycznych żądz i dostosowania innych pod siebie. Często zresztą nieudanych i kończących się hipokryzją. 

Malinowski od czasu do czasu wspomina, że obecność białych ludzi i ich złe zarządzanie, wpływało destrukcyjnie na społeczeństwo tubylców. Zarówno ekonomicznie, jak i moralnie… To jest śmieszno-straszne biorąc pod uwagę, że czuli się lepsi moralnie od w ich mniemaniu “dzikusów”. Tylko jak Malinowski pokazuje, ci „dzikusi” mieli bardzo poukładane relacje społeczne i seksualne przed przybyciem białych, oparte o silne poczucie honoru. I te zasady naprawdę działały. Zachowania i tradycje mieli inne, owszem. Natomiast Malinowski przekonująco tłumaczy, że miało to swój sens i logikę. 

Życie seksualne dzikich

Z szacunkiem

Trudno też nie zauważyć szacunku Malinowskiego, który miał do obserwowanych ludzi. Zdarza mu się nazwać ich dzikimi, acz dosłownie parę razy, na początku książki. Najczęściej nazywa ich krajowcami albo Trobriandczykami. 

Życie seksualne dzikich to fascynująca książka – podróż do kultury z czasów, kiedy istniały jeszcze na Ziemi miejsca, w których nie było wpływów białego człowieka. Wcale się nie dziwię, że stała się kultowa i weszła do kanonu dzieł klasycznych. Czyta się to wspaniale, jak świetną przygodę, a sposób patrzenia Malinowskiego otwiera oczy na inność i pomaga lepiej zrozumieć, że nie oznacza ona wcale czegoś gorszego moralnie.


Może Cię także zainteresować: Życie seksualne kanibali


Tytuł recenzji: Inne zwyczaje są jak lustro
Subiektywna ocena: 9/10
Tytuł: Życie seksualne dzikich w północno-zachodniej Melanezji, [w:] Dzieła, t. 2
Tytuł oryginału: The Sexual Life of Savages in North-Western Melanesia: An Ethnographic Account of Courtship, Marriage, and Family Life Among the Natives of the Trobriand Islands
Autor: Bronisław Malinowski
Tłumaczenie: Józef Obrębski
Wydawnictwo: PWN
Cykl: Bronisław Malinowski Dzieła (tom 2)
Data wydania: 1980 (pierwsze wydanie: 1929)
ISBN: 8301012366
Liczba stron: 622
Nakład: 5000 + 280 egz.