Pamiętnik z Powstania Warszawskiego | M. Białoszewski

Pamiętnik z Powstania Warszawskiego | M. Białoszewski

Pamiętnik z Powstania Warszawskiego

Jeśli ktoś chciałby przeczytać absolutnie tylko jedną książkę o Powstaniu Warszawskim, to najlepszy wydaje mi się właśnie Pamiętnik z Powstania Warszawskiego. Mirona Białoszewskiego kocham całym serduszkiem za styl, a książka o tym przerażającym czasie się wyróżnia o tyle, że nie ma w niej żadnej polityki.

Białoszewski opowiada o “zwykłym” życiu (pół) cywilnym, o codziennych bombardowaniach, o świszczących za blisko kulach karabinowych, o zawalonych i spalonych budynkach, o ciągłym poczuciu zagrożenia i świadomości, że śmierć jest blisko. Wystarczyło mieć tylko trochę pecha.

Życie czy przeżycie?

Pisarz opowiada o brakach żywności, wody, o spaniu w piwnicach, o wędrówkach pomiędzy różnymi lokacjami, bo może akurat tam będzie nieco lepiej, bezpieczniej? Nie ma tu jednak wspomnień o walkach, ponieważ Białoszewski nie biegał z karabinem i nie należał do powstańców. Biegał jednak za wodą, żywnością, pomagał szukać i nosić rannych, czy budować barykady. To wystarczało, żeby kilka razy żegnał się z życiem.

Wyjątkowy jest styl pisania Białoszewskiego o tym dramatycznym czasie. Krótkie, rwane zdania, “zabawa” formą. Zdanie wcale nie musi być piękne, wycyzelowane i wielokrotnie złożone, żeby nieść zrozumiałą treść. Może to być jeden wyraz, właściwie jakikolwiek, imię, przymiotnik, rzeczownik. Autor używa tego zabiegu cały czas. Wspomina zresztą, że przez dwadzieścia lat szukał właściwego sposobu opisania tych traumatycznych wspomnień. I właśnie taki potoczny język, niechlujny wręcz, okazał się właściwy. Niesie ze sobą tylko minimum emocji.

Ogólnie miałam wrażenie, że czytam zrzut z pamięci, jakby autor pragnął czym prędzej wyrzucić z siebie to, co ma do wyrzucenia, zamknąć ten etap, zakończyć. Forma się aż tak bardzo nie liczyła. Może nawet, gdyby praca nad inną formą przerwała ten strumień świadomości, to Pamietnik z Powstania Warszawskiego w ogóle by nie powstał. 

Pamiętnik z Powstania Warszawskiego

Nastroje cywili

Trochę mieszają się Białoszewskiemu wspomnienia, sam to przyznaje i zwraca uwagę momentami, że coś tak, albo jednak inaczej, ale mniej więcej. Natomiast to nie ma znaczenia, bo tu nie o archiwistyczną dokładność chodzi, a o oddanie nastrojów, sytuacji, codzienności zwykłych ludzi i ich życia w ciągłym strachu i na słuch. I to się udaje doskonale. Najstraszniejsze są opisy “szaf” czy “krów”, czyli wyrzutni rakiet. Zimno się robi, gdy wyobraźnia podpowiada, jak to mogło wyglądać i brzmieć…

Niesamowite jest to, że pisarz zapamiętał teoretycznie nieistotne szczegóły. Że było gorąco, rzadko padało. Albo jakieś przypadkowe postacie, ich ubiór, co trzymali w ręce. Skąd brali cegły do budowy zapór i że jedna starsza pani podawała tylko jedną ręką, bo w drugiej trzymała torebkę. 

Pamiętnik Białoszewskiego to niewątpliwie wyjątkowe dzieło. Nie tylko przez swoją plastyczność opisów, ale także przez to, że nie epatuje emocjami ani resentymentami. Może właśnie dlatego zrobił na mnie takie wrażenie. I właśnie dlatego jeśli tylko jedna książka o Powstaniu Warszawskim, to właśnie ta.


Może Cię także zainteresować: Żywe torpedy


Tytuł recenzji: Jak opisać przerażenie
Subiektywna ocena: 9/10
Tytuł: Pamiętnik z Powstania Warszawskiego
Autor: Miron Białoszewski
Wydawnictwo: ALFA
Data wydania: 1987 (pierwsze wydanie: 1970)
ISBN: 8370011411
Liczba stron: 200
Nakład: 80 000 + 200 egz.