Cudze słowa | W. Szostak

Cudze słowa | W. Szostak

Cudze słowa

Są książki, które po przeczytaniu zostawiają człowieka z pustką w głowie i w duszy, zaskoczonego, że historia coś dała, ale i odebrała. Cudze słowa należą do tej kategorii. Nic mnie nie przygotowało na emocje, które wzbudzi we mnie zakończenie. Nic.

Pan Benedykt, Dycio, Rysio, Beno… to wiele imion tej samej osoby, której historię opowiadają najbliżsi. Konkretnie siedmiu ludzi na różnych etapach życia bliskie pewnemu chłopakowi/mężczyźnie, absolwentowi filozofii. Niezwykle zdolnemu i charyzmatycznemu człowiekowi, który przyciąga do siebie ludzi bez wysiłku ale i zbytniej zachęty.

Historia jego życia zbudowana jest z opowieści przyciągniętych. Niestety opowiedziana już po jego śmierci w wypadku samochodowym. Rysio jest człowiekiem mozaiką i to właśnie na podstawie dostarczonych elementów czytelnik buduje sobie jego obraz.

Każdy widział coś innego

Jest ulubionym studentem pewnego filozofa, przyjacielem z dzieciństwa chłopca, któremu parę razy pomógł, przyjacielem ze studiów, bogiem i postacią legendarną na wydziale. Jest także synem swojego ojca, ojcem dziecka swojej studenckiej miłości oraz partnerem młodej dziewczyny, z którą prowadzi restaurację. Ta restauracja, Isola, poniekąd jest jego główną sceną, najcenniejszą spuścizną po zdolnym filozofie. Miejscem, w którym rozegrały się ostatnie akty jego życia. Restauracja skrywa także pewną tajemnicę. 

Która wersja tego człowieka jest najbliższa prawdy? Dycio? Pan Benedykt? Beno? Rysio? A może nie da się tego określić? Końcówka książki nie pomaga odpowiedzieć, każdy z opowiadających ma swoje racje i swoje prawdy. Każdy trochę koloruje. Są jeszcze tajemnice, których odkrycie zupełnie zmienia znaczenie prawie wszystkich informacji, jakie posiadają o nim inni. 

Cudze słowa

Cudze słowa uwodzą

Szostak wspaniale zamknął swoją historię używając fantastycznej klamry. Nie pamiętam kiedy ostatnio czytałam coś, gdzie ten zabieg był tak zręcznie użyty. W ogóle cała opowieść uwodzi, snuje się, meandruje, każe się składać kawałek po kawałku. A na końcu wali jak obuchem. Jak bardzo można nawet jednym słowem, czy zdaniem, zmienić sens całego życia bohaterów, tylko trochę poszerzając tekst i kontekst.  

Cudze słowa kojarzą mi się trochę z filmem The Last Duel oraz pytaniami niektórych rekruterów w stylu „co powiedzieli by o tobie twoi znajomi”. Co jest prawdą o mnie? Kim jestem dla kogo? Jak ja siebie widzę, a jak widzą mnie inni? Jak w ogóle wcześniejsze doświadczenia, spostrzegawczość oraz umiejętność opisania tego co się widzi wpływają na opinie o ludziach? Tyle pytań, żadnych jasnych odpowiedzi.

A w ogóle, czy to opowieść tylko o tej jednej osobie, czy o nich wszystkich? Przecież to, co się mówi, więcej świadczy o tym, kto mówi, niż o tym, o kim mowa. I jakie wnioski właściwie można wyciągnąć? Niewątpliwie social proof jest potężny, a charyzma przyciąga jak płomień ćmy. I że każdy zwykle ma własne wnioski i wersję wydarzeń, ale one wcale nie muszą się pokrywać z innymi. Oraz, a może przede wszystkim, że coś niekoniecznie musi być takie, jakie się wydaje. 


Może Cię także zainteresować: Pogrzebany Olbrzym


Tytuł recenzji: Słowa mogą bardzo wiele
Subiektywna ocena: 9/10
Tytuł: Cudze słowa
Autor: Wit Szostak
Wydawnictwo: Powergraph
Data wydania: 2020
ISBN: 9788366178380
Liczba stron: 280
Nakład: –