Znachor | T. Dołęga-Mostowicz

Znachor | T. Dołęga-Mostowicz

Znachor

Oto wpis z serii: nadrabiamy polską klasykę, bo niewątpliwie Znachora należy do niej zaliczyć. Po raz pierwszy wydana w 1937 roku książka jest przepiękną historią o miłości, rozpaczy, nadziei i szukaniu sensu w życiu. I o Polsce w dwudziestoleciu międzywojennym.

Większość zna fabułę tej książki ze starych ekranizacji telewizyjnych, czy zupełnie świeżej z 2023, nakręconej przez Netflix. Tadeusz Dołęga-Mostowicz opowiada historię pewnego znanego i świetnego chirurga warszawskiego, którego opuszcza ukochana żona zabierając ze sobą ich córkę. Jest to dla niego tak niespodziewane, że wywołuje szok. Kilka fatalnych przypadków później i jego dotychczasowe życie kończy się amnezją.

Profesor Wilczur zamienia się w Antoniego Kosibę i po wielu przejściach ląduje u pewnego młynarza, u którego przez przypadek odkrywa swoje zapomniane umiejętności leczenia. Staje się coraz bardziej znany, bo pomaga za darmo i robi to dobrze. To przyciąga wzrok nie tylko okolicznych chłopów, ale także zazdrośników. A to jak wiadomo zawsze przywołuje kłopoty.

W międzyczasie kolejny przypadek sprawia, że poznaje młodą dziewczynę, sierotę, sprzedawczynię w okolicznym sklepiku. Zaprzyjaźniają się bez świadomości, że wiąże ich ze sobą coś znacznie większego niż tylko ciepła i bezinteresowna znajomość.

Ona temu winna!

Tyle o samych wydarzeniach z książki, które sprawiają, że żal się robi ludzi o dobrych sercach. Natomiast Znachor to coś więcej niż sama wzruszająca fabuła. 

Mega ciekawy jest wątek winy dziewczyny, która zbiera cięgi absolutnie za wszystko, nawet jeśli jest absolutnie niewinna. Języki prostych ludzi są bezwzględne. Dziewczyna obwiniana jest nawet za głupie zachowanie młodych mężczyzn, bo to przecież przez nią to wszystko. Nie ma, że każdy odpowiadaj za własne czyny. Ona temu winna!

Realia ówczesnej Polski

Ciekawie są też opowiedziane realia ówczesnego życia. W mieście trzeba uważać, bo nie jest zbyt bezpiecznie i trzeba brać udział w wyścigu szczurów. Na wsi jest inaczej. Mentalność chłopów jest specyficzna, panuje powszechna bieda i zazdrość, jeśli się komuś lepiej powodzi.

W takiej rzeczywistości żyje człowiek, który jest ponad niskie dążenia jednego i drugiego świata, zachowując przy tym autentyczną skromność. Kosiba nie ma potrzeby się bogacić. Wielokrotnie zresztą wypowiada się z dystansem o potrzebie zdobywania pieniędzy. Bardzo podoba mi się, że główny bohater nie ma w życiu łatwo, ale jednocześnie kieruje się jakimś swoim wewnętrznym moralnym drogowskazem. Nie stara się być, po prostu jest sobą.

Znachor

To profesor Rafał Wilczur.

A ludzie dookoła jak to ludzie. Są tacy i owacy. Jedni mają dobre serca, inni twarde. Jedni są życzliwi, inni podkładają kłody na drodze pod koła motocykli z zamiarem wyrządzenia krzywdy. Niektórzy są autentycznie ciekawi innych, nie zwracając uwagi na stan ich posiadania. A inni zadufani w sobie uważają, że wiedzą wszystko najlepiej i będą się upierać, że kradzież trzeba karać, nawet w sytuacji (udanego) ratowania życia.

Znachor Dołęgi-Mostowicza to przepiękna historia o życiu, wzlotach i upadkach. Książka wciąga i wywołuje spektrum emocji, nawet łzy. Warto po nią sięgnąć, uprzedzam tylko, że najlepiej zrobić to dogodnym do dłuższego czytania momencie. Trudno będzie się od niej oderwać.


Może Cię także zainteresować: Smutek ryb


Tytuł recenzji: Pieniądze to tylko środek do celu
Subiektywna ocena: 9/10
Tytuł: Znachor
Autor: Tadeusz Dołęga-Mostowicz
Wydawnictwo: SBM
Data wydania: (pierwsze wydanie: 1939)
ISBN: 9788382220766
Liczba stron: 320
Nakład: –