Ciężar nieważkości. Opowieść pilota-kosmonauty | M. Hermaszewski

Ciężar nieważkości. Opowieść pilota-kosmonauty | M. Hermaszewski

Ciężar nieważkości. Opowieść pilota-kosmonauty

Mirosław Hermaszewski, czyli pierwszy Polak, który poleciał w kosmos, zatytułował swoją autobiografię Ciężar nieważkości. Zważywszy na wszystkie przeciwności, które musiał pokonać po drodze do stania się kosmonautą jest to doskonały tytuł. Było ciężko. W uaktualnionej książce, wydanej po raz drugi w 2017 roku, opisuje swoją drogę do Sojuza-30, i jest to historia niesamowita.

Ambitny i uparty

Kosmonauta zaczyna swoją opowieść od najmłodszego dzieciństwa. Pochodzi z okolic Wołynia i jak można się domyślić po tej nazwie, ten okres bardzo mocno wpłynął na jego życie. Opisuje traumatyczne przeżycia z Lipnik w 1943 roku, gdzie bandyci z UPA zamordowali mu ojca, a matkę postrzelili. On sam także o mało co nie zginął. 

To na szczęście nie zniszczyło marzeń ani ambicji małego chłopca, który marzył o lataniu. Jego wzorem stał się starszy brat, który był już lotnikiem i zaszczepił mu wytrwałość w dążeniu do celu i poświęcenie.

Długie przygotowania

Ponad połowa książki Ciężar nieważkości to opis przygotowania do najważniejszej misji i przygody, jaką była podróż w kosmos. Bo Hermaszewski właściwie wszystkie doświadczenia traktuje jak przygotowanie, choć jeszcze wtedy nie wiedział do czego. Zaczął latać najpierw na szybowcach, później trafił do szkoły lotniczej, a później jako prymus piął się dalej w hierarchii lotników wojskowych. 

Pewnego dnia, w 1976 roku, gdy był już majorem, dowódcą oddziału, przyszło tajemnicze zaproszenie. Podobną informację dostało ponad stu lotników z całej Polski. Jak się okazało, jest to pierwszy etap badań, których pozytywne przejście otwierało drogę do niesamowitej przygody – misji kosmicznej.

Ćwiczenia i badania trwały przez prawie dwa lata. Hermaszewski opisuje poszczególne etapy przygotowań bardzo szczegółowo. Najpierw rygorystyczne badania w Polsce, a później dalsze badania, naukę i ćwiczenia w Gwiezdnym Miasteczku, czyli rosyjskim centrum szkoleniowym niedaleko Moskwy. 

Niesamowite opowieści

Opowieści Hermaszewskiego są niesamowite. Trzeba pamiętać, że to lata 70, możliwości technologiczne były ograniczone, więc np. do uzyskania nieważkości przyszli astronauci wsiadali do samolotu, który miał paraboliczną trajektorię lotu. Mówiąc prościej leciał raz w górę raz w dół i tak kilkanaście razy. Amerykanie nazywali to „kometą wymiotną”, a Hermaszewski dodaje, że chyba słusznie. 

Albo opowieści o produkcji oparcia fotela dedykowanego. Procedura zakładała odlanie w gipsie ksztaltu jego ciala i dopracowywania efektów odlewu do zmieszczenia skafandra. Nie było to przyjemne, a musieli ją powtarzać dwa razy. 

Per aspera ad astra

Opowiada też, że niedługo przed startem próbowano go utrącić, wmawiając chorobę migdałków i konieczność ich wycięcia (pobyt w szpitalu ograniczał możliwość przygotowania do wylotu). Później tłumaczy, że chcieli (tylko?) opóźnić jego lot z przyczyn politycznych. Taka patowa sytuacja trwała jakiś czas i mocno go stresowała. Właściwie do ostatniej chwili nie był pewien, czy poleci.

W części, w której opowiada o samym locie w kosmos, autor skupia się raczej na swoich przeżyciach niż szczegółach technicznych. Opowiada też anegdotki. Świetna jest ta historyjka, gdy zobaczył siedem podejrzanych świecących obiektów „orbitujących” wokół stacji. Później okazało się, ze to są opakowania po odchodach wyrzucone nieco wcześniej. 

Jony srebra i zapach kosmosu

Albo jak woda święcona przyczyniła się do ważnego odkrycia wykorzystywanego na stacjach kosmicznych, który rozwiązywał problem świeżości wody. Okazało się, że jony srebra konserwują ją i znacznie wydłużają jej zdatność do picia.

Bardzo fajnie pisze o tym, jak pachnie kosmos. Wyjaśnia, że dla niego to nie jest jeden zapach, tylko wiele różnych. Np. pomieszczeń medycznych i treningowych z przygotowań, wszystkich samolotów, a także samej stacji kosmicznej. A także woń ognia atmosfery spalającej lądownik. 

Łyżka dziegciu

Hermaszewski kończy książkę pewnym żalem, że okres polityczny w jakim poleciał w kosmos, rzutował na postrzeganie go w Polsce po roku 2000. Spotkało go sporo złośliwości, np. obniżono emeryturę i początkowo odmówiono ostatniego lotu, czyli pożegnalnej tradycji przed przejściem na emeryturę. 

Ciężar nieważkości. Opowieść pilota-kosmonauty

To jest niesamowicie przykre, że żyjemy w kraju, w którym nie szanuje się wielkich dokonań. Pokonanie setki innych kandydatów i wytrwałość w dążeniu do celu, jakim była misja w kosmosie jest czymś, za co należy podziwiać tego człowieka. W jednym z ćwiczeń razili go prądem w przypadku błędnej reakcji. To jest coś, za co trzeba człowieka podziwiać, a nie gnębić. 

Hermaszewski jest niesamowity. Jego autobiografia także. Ciężar nieważkości był znaczny, ale chyba zawsze tak jest, gdy próbujemy osiągnąć coś wyjątkowego.


Może Cię także zainteresować: As. Wspomnienia legendarnego dowódcy Dywizjonu 303 | Samotny żeglarz


Tytuł recenzji: Jak wiele trzeba poświęcić dla kosmosu?
Subiektywna ocena: 8/10
Tytuł: Ciężar nieważkości. Opowieść pilota-kosmonauty
Autor: Mirosław Hermaszewski
Wydawnictwo: Universitas
Data wydania: 2017 (pierwsze wydanie 2009)
ISBN: 9788324231195
Liczba stron: 258