Konstancin | M. Białoszewski

Konstancin | M. Białoszewski

Konstancin

Kontynuuję plan czytania książek krótkich, a najlepiej bardzo krótkich. Konstancin doskonale się w to wpisuje, bo to książeczka małego formatu, która ma raptem 100 stron. I bardzo dobrze. Ponieważ gdyby była dłuższa, to byłaby męcząca. Ileż w końcu można czytać o spacerach po okolicy i leniuchowaniu w sanatorium?

Rok 1975

Konstancin to, jak czytamy na okładce, dziennik z pobytu Białoszewskiego w ośrodku w tym mieście, w 1975 roku, czyli rok po pierwszym zawale serca. Pierwotnie miała to być długa książka, na szczęście Białoszewski zmienił zdanie i zostawił tylko krótki wybór. Chociaż kto wie, co było w pozostałej części? Może były tam cuda? Ale raczej nie, skoro ostatecznie to wyrzucił.

W tym, co pozostało po obcięciu, są szczegółowe opisy wędrówek po okolicy Konstancina. Opisy budynków, ciekawych miejsc, oraz zjawisk społecznych, które zainteresowały Białoszewskiego.

Ludzie i śmieci

Jedną z takich opowieści jest anegdotka o zaśmiecaniu lasów, pozbywaniu się niepotrzebnych rzeczy, oraz w ogóle o traktowaniu zniszczonych przedmiotów. Świetne są też opisy pozostałych mieszkańców sanatorium, ich przyzwyczajeniach, słabostkach i śmiesznostkach. 

Pisarz próbuje zająć sobie czymś myśli więc chodzi dużo, obserwuje jeszcze więcej i dokładnie to wszystko opisuje. Co do ostatniego pajączka wyłażącego spod szafy i ostatniego jaśka i koca, który dostał w przydziale.

Białoszewski opisuje też cudowne zjawiska komunistyczne jak np. windziarki, czyli panie, które obsługiwały windę. To były takie czasy, że potrzeba było do tego specjalnego człowieka.

Uważny obserwator

Białoszewski to niewątpliwie bystry obserwator oraz zdolny pisarz. Wcale nie jest łatwo przenieść anegdotki sytuacyjne na papier. A nawet bardzo trudno. 

Nie pisze też o sobie. Przytacza strzępy rozmów, ploteczki, opisuje wygląd współtowarzyszy w sanatorium, okolice. Jest jak radio nastawione na odbiór. 

Konstancin

To jest tak bardzo o codzienności, że właściwie jestem bardzo zdziwiona, że taka proza może się podobać. Styl tej książeczki niewątpliwie temu sprzyja, ale też jej kompaktowość. Nie ma czasu się tymi migawkami nudzić, bo zanim się człowiek na dobre oswoi z tematem, dociera do ostatniej strony Konstancina.


Może Cię także zainteresować: Podróże do Polski Iwaszkiewicza


Tytuł recenzji: Książka zrodzona z nudy
Subiektywna ocena: 7/10
Tytuł: Konstancin
Autorzy: Miron Białoszewski
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
Data wydania: 1991
ISBN: 83-06-02049-9
Liczba stron: 109