Kroniki marsjańskie | R. Bradbury

Kroniki marsjańskie | R. Bradbury

Kroniki marsjańskie

Czy jeśli historia tylko dzieje się na innej planecie, to czy możemy ją już nazwać science-fiction? Nie wiem, nie znam się. Może. Jeśli tak, to Kroniki marsjańskie należą do specyficznego nurtu, o ile w ogóle to jest sci-fi. Bradbury używa Czerwonej Planety tylko jako tła w celu skontrastowania pewnych zjawisk i zachowań. Głównie chodzi mu o Ziemian.

To nie o Marsa chodzi

Kroniki marsjańskie zawierają stosunkowo niewiele opisów samego Marsa oraz jego natywnych miszkańców. Znaczy trochę zawierają i są nawet fajne i oryginalne, ale tak naprawdę fabuła skupia się głównie na kolonizatorach i ich zachowaniu. Mars jest tylko lustrem, w którym odbijają się nasze (przeważnie) najgorsze zwyczaje.

Poszczególne historie nie pokazują szczegółowego obrazu. Czytelnik buduje sobie wyobrażenie tego świata na podstawie wybranych migawek z najważniejszych momentów. Pierwsze lądowania, kontakty z mieszkańcami Czerwonej Planety, pierwsze miasta… To wszystko obnaża nędzny stan ludzkiej kultury. 

To zwykli ludzie

Z pierwszych ludzi na Marsie wyłazi ksenofobia, głupota, przekonanie o własnej wyższości, bezmyślność, małostkowość, agresja, totalny brak pokory… Bradbury, choć nie wprost, to wyraźnie punktuje grzeszki ludzkości. 

W swoich historiach zdarza mu się nawiązywać do losów rdzennych Amerykanów przy kolonizacji ich kontynentu. Ostatecznie tamta też nie odbyła się pokojowo, a podobne wydarzenia opisują Kroniki marsjańskie. Czerwona Planeta została spacyfikowana i przerobiona na modłę ziemską, ze wszystkimi wadami pierwowzoru.

S-f sprzed 70 lat!

Zaskoczona jestem jak dobrze zestarzały się pomysły Bradbury’ego. Prawdę mówiąc teraz jest tak, jak napisał w 1950 roku… Przewidział? 

W opowiadaniu Usher II autor pisze o cancel culture oraz upadku sztuki i literatury, które spętane zostały więzami poprawności politycznej i autocenzury w obawie przed “słusznym” gniewem oburzonych i obrażonych, połączonym ze srogą zemstą. 

Kroniki marsjańskie

Doświadczamy tego też dzisiaj. I zastanawia mnie to, czy taki los pisany jest sztuce? Nie obrażać za wszelką cenę, nawet wykastrowania z emocji? To jak wywołać przemyślenia? Jak dotknąć odbiorcę do żywego? Sztuka wystrzegająca się kontrowersji za wszelką cenę, to nie jest prawdziwa sztuka. 

Napisana 70 lat temu

Tak więc, napisana siedemdziesiąt lat temu książka nie jest o Marsie. To książka o Ziemi i Ziemianach, o cywilizacji zagłady i zniszczenia w imię parcia do przodu; o głupocie i bezmyślności tłumu; jednostkach, które znalazły wewnętrzną motywację i chcą coś zmienić. O cieszeniu się małymi rzeczami. O tym są właśnie Kroniki Marsjańskie.


Może Cię także zainteresować: Szaleństwo tłumów


Tytuł recenzji: Bradbury wizjonerem?
Subiektywna ocena: 9/10
Tytuł: Kroniki marsjańskie
Tytuł oryginału: The Martian Chronicles
Autor: Ray Bradbury
Tłumaczenie: Paulina Braiter-Ziemkiewicz, Paweł Ziemkiewicz
Wydawnictwo: Mediasat Poland
Seria: Kolekcja Gazety Wyborczej – XX wiek
Data wydania: 2005 (Pierwsze wydanie: 1950)
ISBN: 8389651696
Liczba stron: 176