G. G. Marquez | Miłość w czasach zarazy

Kolumbia, przełom XIX i XX wieku. Klimat równikowy, czyli ciepło i wilgotno. Idealne warunki dla rozwoju zarazy cholery, której ciepły oddech na szyi czuli tam wtedy wszyscy cały czas. Oprócz tego okolice są wstrząsane wojną domową, a więc jeszcze więcej trupów. Ale Marquez przekonuje nas, że nawet w takich okolicznościach miłość znajdzie dla siebie swój moment. [Uwaga, dość dokładnie omawiam początek fabuły książki].

Miłość w czasach zarazy

W Miłości w czasach zarazy śledzimy losy dwójki ludzi, Ferminy Dazy oraz Florentino Ariza. Są białymi osadnikami pierwszego lub drugiego pokolenia urodzonego w Ameryce Południowej. Jeszcze nie do końca swoi na tych ziemiach, ale na pewno nie obcy. Poznajemy ich jako starszych już ludzi, którzy spotykają się na pogrzebie małżonka Ferminy. Jest to, jak czytamy, wydarzenie straszne dla tej kobiety. Doktor Juvenal Urbino, czyli zmarły, jaki był, taki był, ale Fermina go kochała. I teraz, po kilkudziesięciu latach wspólnego życia nagle tej drugiej osoby nie ma. I w tym momencie pojawia się Florentino Ariza.

Florentino jest od pięćdziesięciu jeden lat nieszczęśliwie zakochany w Ferminie i na tym pogrzebie się jej oświadcza (nie róbcie jak Florentino). Warto wspomnieć, że są to jego drugie oświadczyny. Za pierwszym razem, który wydarzył się wiele lat wcześniej, ona go odrzuciła. I tym razem Fermina oczywiście odrzuca go  po raz drugi, bo choćby zwyczajna intuicja podpowiada, że pogrzeb to może nienajlepszy moment na takie wyznania. Reszta książki odpowiada na pytanie, jak do tego doszło i dlaczego. Poprzez retrospekcję wracamy o ponad pięćdziesiąt lat wcześniej, gdy nastoletni Florentino dostrzega młodą Ferminę i zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia, po czym poznajemy całe ich życie. 

Obydwoje nie należą do wyższych sfer, raczej aspirują. W momencie zakochania Florentino był nastolatkiem i pracował jako asystent obsługujący telegraf. Ona zaś jest kilka lat młodsza i niedoświadczona, a to jest jej pierwszy posmak dorosłości, więc wkręca się w to uczucie chyba na zasadzie księżyca – odbija jego emocje. Ojciec dziewczyny jednak nie zezwala na ten związek i wysyła dziewczynę do innego miasta. Po powrocie Ferminie miłość mija, a chłopak pogrąża się w rozpaczy. Postanawia na nią zaczekać. I tak czeka przez pięćdziesiąt lat. 

W miłości jak na wojnie

Pomimo przepięknego języka, niestety początek powieści mnie nie powalił. Historia zaczyna dostawać rumieńców dopiero gdzieś w połowie książki. Zaczynamy wtedy dostrzegać różne twarze bohaterów oraz ich niejednowymiarowość. Florentino Ariza jest romantykiem nie umiejącym wyzwolić się z młodzieńczej miłości. Nie radzi sobie z tym, więc zaczyna lunatykować. Buduje w swoich imaginacjach mały świat i nie dopuszcza do siebie realiów i prawdy. A prawda jest taka, że świat który sobie wyobraża nie istnieje. Jego ukochana jest szczęśliwą żoną innego, a on próbując zabić ją w sobie, staje się seksoholikiem o dwóch twarzach. Wobec ludzi udaje wstrzemięźliwego, choć tak naprawdę bzyka wszystko, co się rusza.  

Fermina Daza zaś stara się wcielić w rolę porządnej żony lekarza. Dostosowuje się zachowaniem do wyższych sfer, do których się wżeniła i wydaje się szczęśliwa. Ale ona też nie ma idealnego życia, bo jak to w każdym życiu bywa, są wzloty i upadki. Raz odkrywa niewierność męża i mają kryzys. Innym razem autor sugeruje, że to ona wierna nie była. Poznajemy ciemne i jasne strony ich związku. 

Miłość niejedno ma imię

W tych dwóch życiorysach autor opisuje wiele imion i etapów miłości. Miłość naiwną, młodzieńczą, rozczarowania, uczenie się miłości na nowo i przechodzenie jej w uczucie dojrzałe i wyrozumiałe. Miłość romantyczną, wyrachowaną, nieszczęśliwą, przyzwyczajenie mylone z miłością oraz wiele innych jej postaci.

Marquez świetnie opisuje ten moment w życiu, kiedy opadają nam zaślepki z oczu i okazuje się, że to, co do tej pory nazywaliśmy miłością, jest tylko zaślepieniem, niezdrową fascynacją bez pokrycia w rzeczywistości. Genialne i przejmujące są też opisy starości. Dobry jest na przykład moment, gdy Fermina Daza nagle traci słuch w jednym uchu i od razu przechodzi z tym do porządku dziennego. Zalicza to, jako coś zwyczajnego w jej wieku.

Mnóstwo jest w tej książce smaczków i plastycznych scenek rodzajowych. Trzeba przyznać, że postacie w tej książce są rozrysowane fantastycznie. Ładne jest też zakończenie. Pozostawia przyjemne wrażenie, że miłość może wygrać zawsze.

Subiektywna ocena: 8/10
Tytuł: Miłość w czasach zarazy
Tytuł oryginału: El amor en los tiempos del colera
Autor: Gabriel Garcia Marquez
Tłumaczenie: Carlos Marrodán Casas
Wydawnictwo: Muza
Data wydania oryginału: 1985
Daty wydań polskich: 1997, 2017
ISBN: 9788328705999
Liczba stron: 496

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.