A. Boćkowska, Księżyc z Peweksu | Recenzja

Myślałam, że będzie to dość lekki zbiór co zabawniejszych anegdot związanych z luksusem w PRL. Już po kilkudziestu stronach zauważyłam, że książka jest o wiele głębsza i wcale nie jest o luksusie. Jest o biedzie. I jest smutna.

Luksus bez biedy nie może istnieć, a w PRL obydwa te stany miały wymiar wyjątkowy. Wtedy “luksusowe” były na przykład odrzuty z eksportu, czyli przedmioty, które z powodu różnych wad nie nadawały się na sprzedaż w innych krajach. W Polsce były szczytem marzeń. Właściwie już sam ten fakt wystarczy, żeby wyrobić sobie wstępne zdanie o tym, co wtedy działo się w naszym kraju.

Ja załapałam się właściwie na samą końcówkę komunizmu, ale nawet w moim pokoleniu nadal żywe są wspomnienia tamtych czasów: kolejek, braków, wszechobecnej tandety, biedy, głodu zarówno fizycznego jak i emocjonalnego, szarości, cerowanych skarpet i naprawianych po raz setny sprzętów, zakupów spod lady oraz wielu innych absurdów. Nie trzeba o tym pisać książek, nadal żyje w nas pamięć. 

Zresztą opowieści o biedzie w PRL są obecne w wielu innych tekstach. Daleko nie szukając – właściwie cała literatura górska ze wspomnieniami pierwszych himalaistów Polskich zawiera wiele informacji o różnicach pomiędzy sprzętem naszym, a tym z zachodu oraz o przemycie produktów, których w kraju nie było. 

Smutno, ale…

Temat życia w PRL jest mi bliski i wciąż w pewnym sensie bolesny, wcale nie musiałam o tym czytać, a jednak cieszę się, że sięgnęłam po książkę Boćkowskiej. Bo pomimo ciężkiej wagi gatunkowej tematu, autorka nie pisze depresyjnie.

Myślę sobie, że pisanie o specyfice PRL jest pewnie i łatwe i trudne. Łatwe, bo jest to temat oczywisty, emocjonalny i chwytliwy. Doświadczyła tego większość z nas więc w pewnym sensie utożsamiamy się z treścią. A trudno, bo to temat obszerny i skomplikowany, a do tego można szybko popaść w użalanie się, negatywne emocje i skrajności. Książek takich nie czyta się z przyjemnością, a po lekturze, oprócz pewnych refleksji, zostaje także nieprzyjemny osad emocjonalny. U Boćkowskiej tego nie ma. Są przykre wnioski – ja odczuwałam smutek – ale nie ma przygnębienia. Autorce udaje się uniknąć obwiniania i dzielenia na naszych i nienaszych. 

To jest bardzo duży plus i myślę, że dzięki temu ta książka może być interesująca dla młodzieży, która z PRLem nie miała nic wspólnego. Młodzi ludzie, którzy urodzili się trochę po 89 roku, nie rozumieją trudności życia za komuny (i dobrze). Co więcej, wydaje się to być dla nich kompletnie nudne, nieciekawe i w ogóle po co do tego wracać. Zniechęca ich ciężar emocjonalny tamtych czasów. A to bardzo ważne, żeby o nich pamiętać. 

Niedawno byłam w Rzymie i przechodząc starożytnymi uliczkami natknęłam się na protest komunistów. Nie mnie oceniać czyjeś poglądy, podejrzewam jednak, że nikt z tych protestujących nie traktował nigdy odrzutów z eksportu, pomarańczy, mięsa, cukru czy rajstop jako towarów luksusowych. 

Spójna historia

Muszę przyznać, że autorka bardzo ładnie sobie wszystko ułożyła w głowie i obraz jaki pokazuje, jest spójny i łatwy do wyobrażenia. W anegdotach o zdobywaniu talonów na małe fiaty, wykorzystywaniu uprzywilejowanej pozycji do zapewnienia sobie dostępu do butów czy ładnych ubrań odbija się wygląd i struktura społeczna oraz wydarzenia historyczne. Przewodni motyw luksusu je porządkuje i pomaga zapamiętać. 

Stan wojenny na przykład jest pokazany z perspektywy Saskiej Kępy, która wedle relacji autorki była niejako obok głównych wydarzeń. Godzina policyjna to nie opis nagonek, zamykanych ludzi i strachu, a rozmowa:

“Stan wojnenny. Zimno, ciemno, późno.
– Gdzie pani chodzi o tej porze? – Milicjanci zaczepiają starszą panią z psem.
– Z psem wyszłam.
– Nie wolno nigdzie chodzić, jest godzina milicyjna.
– Jaka godzina milicyjna?
– Jest stan wojenny!
– U nas? Na Saskiej Kępie?
Ta scenka, której bohaterką była słynna scenografka i malarka Teresa Roszkowska (…) mówi wiele o odrębności Saskiej Kępy”.

Mówi też bardzo wiele o stanie wojennym oraz o stylu Księżyca z Peweksu. A mi bardzo podoba się taki sposób opowiadania. Podobnie jak bardzo podobał mi się film Królik po berlińsku

Soczyste anegdoty

Jedyna uwaga jaką mam do tej książki, to może nieco zbyt wartka opowieść, nie ma czasu na refleksje. Ona przychodzi dopiero na koniec. Boćkowska używa krótkich zdań, mgnień, chwil i momentów, skrótów – akcja pędzi. Nie ma w tej książce zbyt wielu chwil na odpoczynek. Wszystkie strony wypełnione są soczystymi anegdotami.

Pewnie będę chciała tę książkę przeczytać kiedyś jeszcze raz. Już na spokojnie powspominać paczki z ubraniami od ciotki z Ameryki, fascynację pierwszymi kolorowymi gazetami, czy ekscytację podczas oglądania pierwszych filmów na video puszczanych w kolorowym telewizorze w obecności wszystkich sąsiadów. 

A z tyłu głowy mieć świadomość że “jeśli obedrzeć PRL z tęsknoty za beztroską młodością niewiele zostanie: wielka płyta, mały fiat, drogi, hotele, Huta Katowice i zadłużenie w 1980 roku szacowane na dwadzieścia cztery miliardy dolarów”.

Subiektywna ocena: 9/10
Tytuł: Księżyc z Peweksu. O luksusie w PRL.
Autor:  Aleksandra Boćkowska
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 2017
ISBN: 9788380495692
Liczba stron: 328

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.