M. Gołkowski, Droga donikąd. Recenzja

Na pewno błędem było czytanie Drogi donikąd Gołkowskiego bezpośrednio po doskonałym Pikniku na skraju drogi Strugackich. Z drugiej strony mam tak, że jak polubię jakieś uniwersum, każdy powrót będzie udany, niezależnie od jakości książki. Na szczęście Gołkowski opisuje ZONĘ wystarczająco ciekawie, żeby dało się przeczytać całość bez zbytniego zmęczenia. Choć autor niestety wystawił kilka potykaczy.

Droga donikąd

Pierwszym potykaczem jest sam główny bohater. Moim zdaniem jego sylwetka jest płytka jak kałuża po niezbyt długim jesiennym deszczu. Ot, jakiś gość, dobrze zarabiający menedżer, pusty jak bęben, rzuca wszystko i wyjeżdża w Bieszcza.. stop; do strefy, która powstała w 2006 roku po jakiejś bliżej nieokreślonej katastrofie nuklearnej niedaleko Czarnobyla. Tego samego Czarnobyla, w którym w 1986 roku była awaria elektrowni atomowej.

Nasz zbuntowany bohater pomimo różnych przygód uparcie zmierza do ZONY. Idzie długo, właściwie idzie cały czas, a wszystkie niebezpieczne sytuacje zawsze się dobrze kończą. Na końcu spotyka nawet przyjaciół. ZONA oszczędza nowicjusza.

Trochę się znęcam, ale to jednak stalker

Brakuje większych zaskoczeń, fabuła jest przewidywalna, a cała książka skupia się na celu, jakim jest dotarcie na miejsce. Nie ma w niej tego czegoś, co sprawia, że przygody czyta się z zapartym tchem. Główny bohater nie intryguje. Właściwie to go jakoś specjalnie nie polubiłam. Myślę, że za mocno wiało od niego sztucznością.

Wyłapałam też małą sprzeczność: Całą książkę Kurwa, czyli nasz główny bohater czule przezwany tak przez innego stalkera, narzeka, że mało co rozumie z rosyjskiego. Ale w jednym momencie jest w stanie rozpoznać Puszkina w oryginale. Drobnostka w sumie, ale jakoś mi się w oczy rzuciła, pewnie przez to częste narzekanie na niemożność zrozumienia kolegów.

Raczej tylko dla fanów gatunku

Kończąc już to małe znęcanko, to dodam tylko, że książka napisana jest w narracji pierwszej osoby. Szedłem (szłem, bo było blisko), zrobiłem, i tak całą książkę. I zasadniczo nic nie mam przeciwko takiej formule, ale w Drodze donikądjednak mnie zmęczyła. Szczególnie, że do 150 strony właściwie niewiele się działo, dopiero później akcja się jako tako rozkręca i przenosi we “właściwe” miejsce.

Przeczytać można, ale niekoniecznie trzeba, chyba że ktoś bardzo lubi książki drogi. Albo jeśli ktoś bardzo lubi klimat ZONY, to Droga donikąd może mu się nawet spodobać, właśnie przez całkiem fajne opisy niesamowitości tego miejsca.

PS

Od tej książki zaczęłam poznawać stalkerską twórczość Gołkowskiego. Postanowiłam, że przeczytam wszystko w kolejności chronologicznej opisanych wydarzeń. Zaczęło się nieszczególnie, ale i tak ciekawa jestem, co będzie dalej.

PS 2
Recenzje kolejnych tomów:
Ołowiany świt (t. 1)

Subiektywna ocena: 6/10
Tytuł: Droga donikąd
Autor: Michał Gołkowski
Data wydania: 2014
Wydawnictwo: Fabryka Słów
ISBN: 9788375745016
Liczba stron: 368

3 komentarze Dodaj własny

  1. sarna23 pisze:

    Takie ok czytadło, jak kogoś kręcą stalkerskie klimaty w zonie (mnie kręcą) to przeczyta i się cieszył będzie 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. PrzeCzytana pisze:

      O to to. Dokładnie tak 🙂 Cały cykl niestety jest taki 😦 A szkoda, bo ma potencjał.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.