B. Horowitz. Najtrudniejsze w tym, co trudne. Recenzja

Zacznę nietypowo, bo od narzekania. Taka dobra książka, a tak kiepsko wydana. Mała czcionka, jakby nie wystarczyło już to, że jest szeryfowa. Dość cienka, ale ciężka, pewnie przez rodzaj użytego papieru. I właściwie to tyle by było z minusów.

Najtrudniejsze w tym, co trudne. Recenzja

Najtrudniejsze w tym, co trudne (ang. The Hard Thing About Hard Things) napisana przez Bena Horowitza, to poradnik biznesowy, ale tak bardzo inny od wszystkich pozostałych podręczników jakie czytałam, że aż trudno mi właściwie nazwać tę książkę poradnikiem.

W wielkim skrócie Horowitz opowiada w niej o swoich doświadczeniach, które zdobył jako CEO (dyrektor generalny) i teraz podpowiada innym CEO, jak sobie poradzić z wyzwaniami towarzyszącymi temu stanowisku.

Jaka była jego historia?

Autor swoje pierwsze doświadczenia zdobywał w Netscape, czyli w firmie, która stworzyła legendarną już przeglądarkę, jedną z pierwszych na rynku. Niedługo później założył swoją własną firmę, o którą walczył przez 8 lat. W hiper-zmiennych warunkach środowiskach innowatorów tworzących nowe technologie tyle czasu to prawie wieczność. I głównie na opisaniu właśnie tych ośmiu lat “wojny” skupia się w swojej książce.

Kurcze, jaka to fascynująca historia! Jak pisałam wyżej, to nie jest zwykły poradnik. Dlaczego? Ponieważ zwykłe podręczniki zmiękczają przekaz. Autorzy starają się jakoś łagodzić szorstkość języka i twardy wydźwięk. Tu tego nie ma.

“Pierwsza zasada kręgu wtajemniczonych CEO mówi: nie mówić o psychologicznym problemie.”

Horowitz jest dosadny, momentami nawet brutalny, jak na dzisiejsze powszechne standardy komunikowania się. Mówi to, co chce i tak, jak chce. I przeważnie o niezbyt przyjemnych rzeczach. Nieustannym stresie, niepewności, strachu, czasem nawet przerażeniu. Pisze o bezsenności, przemęczeniu i problemach rodzinnych, na które to wszystko wpływa. A ja jestem w stanie uwierzyć, że wcale nie koloryzuje.

Ciągła walka

Prowadzenie własnej firmy to nieustanna walka z przeciwnościami losu, walka o klientów, czasami ze współpracownikami… Ale i tak najgorsza jest walka z samym sobą. Ze skutkami swoich własnych decyzji i błędów. Z towarzyszącą ciągle niepewnością pt: czy robię dobrze?

Jest to o tyle ważne, że jak widać na całym świecie (nie tylko w PL) panuje strach przed mówieniem o psychicznym ciężarze odpowiedzialności za biznes, pracowników, sukces… Horowitz łamie to tabu. Mówi wprost o wpływie tak wielkiego stresu na psychikę. Ale wyjaśnia też, jak on sobie z tym poradził. Daje wiele rad, choć uprzedza, że wcale nie muszą zadziałać, bo na każdego działa coś innego.

“ – Czy wiesz jaka jest największa zaleta prowadzenia startupów?

– Nie wiem.

– Doświadczasz tylko dwóch emocji: euforii i przerażenia. I moim zdaniem brak snu zwiększa intensywność przeżyć.”

Przede wszystkim namawia tego, żeby przestać się oszukiwać. Jest to równie ważne, co trudne, ale tylko w ten sposób będziemy w stanie cokolwiek osiągnąć. I jeszcze pisze, że  jako CEO można być czasem wrednym kutasem, ale w szczytnym celu. Po to, żeby zrealizować większy plan – zapewnić szczęście i pomyślność dla swoich pracowników.

Właściwi ludzie to podstawa

Bardzo dużo jest tu o wartości, jaką wnoszą właściwi ludzie do firmy. O ich dopasowaniu do środowiska, szkoleniu, zwalnianiu i zatrudnianiu. Z tym zatrudnianiem to w ogóle jest ciekawa sprawa, ponieważ Horowitz przeznacza na ten temat wyjątkowo dużo miejsca. Autor twierdzi, że pracownik musi być właściwy, nawet nie z największym doświadczeniem, a zwyczajnie pasujący do środowiska, podejścia całej organizacji. Powinien mieć właściwą motywację. Musi być chemia. A to, co na pewno sobie zapamiętam to to, że zatrudniać należy za zalety, zamiast nie zatrudniać przez wady.

“Poleganie na obiegowej opinii i chodzenie na skróty może być gorsze niż niewiedza.”

Jak wcześniej podręcznik turkusowych organizacji obudził we mnie pluszowego misia, tak Horowitz obudził we mnie wewnętrznego Nietzschego i ściągnął trochę w dół. Zapewne wyjdzie mi to na plus. Turkusowe organizacje wydają się czasem zbyt utopijne, z kolei Horowitz też wydaje się zbyt skrajny, tylko w przeciwnym kierunku. Myślę, że do dobrego zarządzania biznesem trzeba mieć w sobie i trochę turkusu i trochę ciemnej strony mocy.

Polskie wydanie nie jest złe

Kupiłam papierowe polskie wydanie, ponieważ nie było łatwo dostępnego e-booka, a na zagraniczną nie chciało mi się czekać. Trochę żałuję jednak, bo w oryginale książka mogła by być jeszcze lepsza. Ale i tak wydaje mi się, że tłumaczenie nie jest złe.

Najtrudniejsze w tym, co trudne jest świadectwem tego, jaką naukę każdy CEO przechodzi na początku swojej drogi dyrektora generalnego. Nikt nie rodzi się szefem – do tego się dorasta i uczy na własnych błędach. Żeby być CEO i zachować zdrowie psychiczne trzeba być twardym. Warto tę książkę przeczytać właśnie po to, żeby zobaczyć ten punkt widzenia i oprócz blasków, dostrzec także cienie bycia szefem wszystkich szefów.

“Nie ma łatwej drogi ani prostych odpowiedzi, czy recepty na sukces.”

Subiektywna ocena: 9/10
Tytuł: Najtrudniejsze w ty, co trudne
Tytuł oryginału: The Hard Thing About Hard Things
Autor: Ben Horowitz
Tłumaczenie: Arkadiusz Romanek
Wydawnictwo: OnePress
Data wydania: 2014 / w Polsce: 2016
ISBN: 9788328309913
Liczba stron: 319

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.