O. Osbourne, I am OZZY. Recenzja

W 2004 roku jeden z lekarzy zapytał Ozzy’ego o jego dzienną dawkę alkoholu i narkotyków oraz o to, od jakiego czasu trwa jego uzależnienie. Gdy usłyszał odpowiedź, że pije i ćpa bardzo dużo, i to od około czterdziestu lat, lekarz zdołał powiedzieć tylko “jakim cudem jeszcze żyjesz”?

I am Ozzy. Recenzja

John Michael Osbourne, lepiej znany jako Ozzy Osbourne, to jeden z legendarnych rockmanów z pokolenia moich rodziców. Wokalista zespołu Black Sabbath, pionierów muzyki heavy metalowej oraz rockandrollowego życia. W 2018 roku skończył 70 lat i wedle jego własnych słów ponad 50 z nich przeżył w permanentnym stanie upojenia alkoholowego i naćpania. Książka I am OZZY, którą podyktował w 2009 roku, jest zapisem jego wspomnień z tego czasu. Opisuje w niej historię swojej młodości nierozerwalnie związanej z muzyką i rock ‘n’ rollem. Trudno uwierzyć, że to wszystko przeżyła tylko jedna osoba.

Być jak Ozzy “Ozz-Burn”

Ozzy pochodzi z robotniczej rodziny. Wychował się w niewielkim miasteczku w Wielkiej Brytanii, gdzie nie było zbyt wielu perspektyw na życie, poza pracą fizyczną w jednej z kilku fabryk. Do pracy umysłowej nie nadawał  się m.in. z powodu dysleksji, ale chciał się wyrwać z tego otoczenia, a przynajmniej spróbować to zrobić, i wymarzył sobie, że założy zespół muzyczny. Po różnych perypetiach udało mu się to, choć nie można powiedzieć, że to tylko jego zasługa. On był tylko wokalistą, za to nieoficjalnym liderem był gitarzysta Tony Iommi, który także był głównym kompozytorem utworów zespołu.

Najpierw, pod różnymi nazwami, grali bluesa, dopiero po jakimś czasie zdecydowali się na nazwę Black Sabbath i ostrzejszą muzykę oraz charakterystyczny wygląd, który kojarzył się z satanizmem. Choć jak kilka razy podkreśla, to był tylko wizerunek, za którym nigdy nie szły podobne poglądy.

Jak się okazało, wybór takiego image’u i stylu muzyki był bardzo słuszny. W przeciągu kilku lat stali się niekwestionowanymi gwiazdami i co za tym idzie, mogli sobie pozwolić także na „gwiazdorzenie”. Ten sukces uderzył do głowy szczególnie Ozzyemu. Codziennie wypijał morze alkoholu i brał niewiarygodne ilości narkotyków, a podczas tripów odstawiał takie akcje, że trudno uwierzyć, że zawsze udawało mu się wychodzić z nich obronną ręką (mniej lub bardziej).

Być może też jego podejście do życia przysporzyło mu wiele szczęścia – był wiecznym klaunem, wszystko i wszystkich miał za nic. Kilka razy w książce powtarza, że jego ego było rozdmuchane do ogromnych rozmiarów, nie szanował niczego i nikogo. Znęcał się nad zwierzętami, bił i zdradzał żony, kradł, oszukiwał, a ludzi traktował jak marionetki. Egoista jakich mało, do tego wiecznie pijany do granic możliwości.

Trzeba mu jednak przyznać, że opisuje wszystko szczerze, bez owijania w bawełnę i nie jest to ładny obrazek. Pili i ćpali strasznie, nawet jeden z albumów Black Sabbath chcieli nazwać Snowblind, na cześć kokainy, której wtedy wciągali ogromne ilości. Wieczny high. Zdaję sobie sprawę, że może brzmieć to na pierwszy rzut oka prawie jak rajskie życie, ciągłe wakacje, ale wraz z takim przekraczaniem granic szły także efekty uboczne. Ich szczytem było zawalenie przez Ozzyego jednego z występów, co sprawiło, że koledzy wyrzucili go z Black Sabbath.

Po tym zaczął karierę solową i właściwie swoją popularnością przebił kolegów z zespołu. Między innymi przyczyniła się do tego jego druga żona, Sharon, która jako jego manager miała doskonałe zdolności organizacyjne, a do tego umiała jeszcze wpływać na samego Ozzyego, choć też nie we wszystkim. Wokalista Black Sabbath w kilku miejscach książki przyznaje, że była taka jak on jeśli chodzi o podejście do zabawy, alkoholu i narkotyków, ale on bił wszelkie granice “rozrywki”. Był szalony. Zachowywał się jak zwierzę, choć wtedy wydawało mu się, że jest zabawny. Jego pierwsza żona kupiła mu kiedyś kury, które pewnego dnia wystrzelał z pistoletu, a jednym z jego ulubionych “żartów” było golenie brwi swoim znajomym i współpracownikom podczas snu… Książka jest pełna tego typu pijackich przygód, ponieważ Ozzy właściwie nigdy nie trzeźwiał.

Jest tu też trochę opisów najnowszej “historii”, dotyczącej już nie tak całkiem dawnych projektów tj. reality show “Rodzina Osbourne’ów”.

Rock ‘n’ roll

Mam mieszane uczucia jeśli chodzi o tę książkę. Z jednej strony czytałam ją z zapartym tchem, bo jest napisana przyjemnym językiem, a współautor, czyli Chris Ayres, zrobił świetną robotę i poukładał wszystkie wspomnienia w idealnym porządku. Do tego wszystkie te przygody są niewiarygodne, kiedy się je czyta pod kocem, z perspektywy spokojnego domu i kubka herbaty. Z drugiej jednak strony miałam cały czas uczucie niesmaku, bo wszystko jest dla ludzi, ale tylko do momentu, kiedy nie rani się innych osób. A Ozzy robił to cały czas.

Inna rzecz, że w związku z dziurami w pamięci, które zaczął miewać w pewnym momencie, nie zawsze do końca wiadomo, czy wydarzenia, jakie opisuje naprawdę tak wyglądały. Przykładem mogą być opisane w książce przyjęcie urodzinowe jednego z jego synów – jemu wydawało się, że jest zabawny, ale wszystko nagrała jego żona i na filmie widać, że doprowadził wszystkie dzieci do płaczu, a ich rodziców do zażenowania.

Tak czy owak, książka w barwny sposób opisuje rockandrollowe życie, ze wszystkimi jego plusami i minusami, dlatego jeśli ktoś, chce poczytać o szaleństwach popełnianych przez Ozzego i jego kolegów po pijaku, to warto po nią sięgnąć. Ja generalnie nie umiem oddzielać zachowania i poglądów artystów od ich twórczości i wiem już, że następnym razem jak usłyszę Paranoid czy Dreamer, będę miała świadomość jaka historia i ile cierpienia rodziny Ozzyego kryje się za tymi hitami.  

Subiektywna ocena: 7/10
Tytuł: I am OZZY
Autor: Ozzy Osbourne, Chris Ayres
Wydawnictwo: Sphere
Data wydania: 2009
ISBN: 9780751543407
Liczba stron: 391

3 komentarze Dodaj własny

  1. Dziękuję za recenzję. Gitarzysta Sabbathów ma imię Tony. Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

    1. PrzeCzytana pisze:

      Dzięki za czujność! 🙂 Poprawiłam.

      Polubienie

  2. Proszę bardzo. Tak naprawdę nazywa się Francis Anthony Iommi, ale każdy członek klasycznego składu BS, oprócz Osbourne’a, używa zdrobnienia swojego imienia – Tony, Terry, Bill. Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.