G. Sieczkowski, Zima stulecia. Recenzja

Nie do końca wiedziałam, czego się po tej książce spodziewać, bo prawdę mówiąc kupiłam ją oczami. Spodobało mi się zdjęcie na okładce, choć obawiałam się, że może być nudnawo, w końcu ile można pisać o zimie?  Nawet o zimie stulecia, ale jednak o zimie. Na szczęście treść mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła. Okazało się, że pora roku to tylko punkt wyjściowy do rozważań o tym, jak się żyło za PRL, a jest to temat niezmiennie mnie fascynujący.

Zima stulecia. Recenzja

Zaczęło się w noc sylwestrową

Książka składa się z wielu krótkich wspomnień ludzi mieszkających w różnych częściach kraju, choć najczęściej cytowani są mieszkańcy Warszawy i okolic. Opowieści, które przytacza autor, dotyczą właściwie każdego aspektu życia ludzkiego, który był dotknięty komunizmem. Począwszy od życia codziennego, pracy, podróży, rodzinie, kończąc na rozrywce, przyrodzie, społeczeństwie i polityce. Zima jest tylko pretekstem do przypomnienia tego, jak wtedy było.

Mamy więc historie ludzi, którzy musieli przedzierać się przez zaspy śniegu wysokości człowieka, mniej lub bardziej dramatyczne podróże pociągami, o których można powiedzieć tylko, że jechały, bo cała reszta podróży to była ciągła walka z temperaturą i niewygodą. Autor opisuje kolektywne taksówki, które nadal jeszcze można zobaczyć w kubańskiej Hawanie i autobusy ogórki, z charakterystycznymi stanowiskami kierowców. Otrzymujemy też charakterystykę ekonomii naszego kraju, w którym były trudności z dostaniem podstawowych produktów w sklepach, nie mówiąc już o tych bardziej luksusowych, dostępnych tylko w Peweksach i za dolary/dewizy.

Dowiadujemy się (lub przypominamy) absurdy takie jak priorytetowe przesyłki pocztowe, które szły najdłużej ze wszystkich innych listów; grzejniki, których nie dało się wyregulować bo natychmiast zaczynały cieknąć; nieszczelne okna, które trudno było wymienić, a jak już się udało, była duża szansa, że nowe też będą nieszczelne. Wszystko wtedy miało kiepską jakość i było trudno dostępne. Urzędnicy uważali się (i czasami nadal tak jest) za nieomylne wyrocznie i często decydowali o obywatelskim być albo nie być. Szczególnie w przypadku domiarów podatkowych, które zniszczyły niejeden dobrze zapowiadający się biznes. Na porządku dziennym były łapówki i to nie tylko w urzędach, ale także w jednostkach służby zdrowia, spółdzielniach i wszędzie tam, gdzie można było coś załatwić. Oprócz tego bezsensowne i znienawidzone przez ludzi prace społeczne, ciągłe ograniczanie wszystkiego, nawet najbardziej podstawowych produktów tj. prąd czy węgiel oraz wiele innych utrudnień, które wprowadzało niedomagające Państwo.

Kilka ostatnich rozdziałów rozważa tezę, że ta zima była przełomowa nie tylko ze względu na wyjątkowe mrozy czy ilości śniegu, ale na to, że był to początek końca PRL. Przelała się przysłowiowa czara goryczy, bo ludzie zmęczyli się ciągłą walką o przetrwanie. “Zima zademonstrowała systemowy charakter braków i zaniedbań” i stała się jednym z “katalizatorów buntu”. Ludzie przy okazji pożyczania np. brakujących świeczek czy baterii zaczęli więcej rozmawiać z sąsiadami i jednoczyć się w narzekaniu. To spowodowało, że poczuli, że nie są sami i zaczęli przełamywać strach przed systemem.

Super ciekawe są też opisy katastrofy, która wydarzyła się w znanym szeroko budynku banku, zwanym rotundą. Wybuch, który zniszczył bank oraz zabił ponad 40 ludzi, także był spowodowany przez zaniedbania systemowe oraz mrozy. Wszystko, o czym pisze Grzegorz Sieczkowski w swojej Zimie stulecia, spowodowało upadek PRL. Nie jest więc to książka o zimie, to książka o komunizmie w Polsce, i o tym jak on wyglądał między innymi podczas zimy w 1979 roku.

Sentymentalna wycieczka

Na początku książka napisana jest w stylu ciepłej wycieczki sentymentalnej do tamtych zimnych czasów. W miarę czytania zrobiło się coraz bardziej szorstko i nieprzyjemnie. Przytaczane były coraz trudniejsze sytuacje i wyraźniejszy stał się niechętny stosunek autora do PRL i tego, co ze sobą niósł. Końcówka jest wręcz dramatyczna i świetnie podsumowuje jak tragiczny był to okres. Na szczęście Sieczkowski robi to bez zbędnego patosu. Nie ma w tej książce umartwiania się i martyrologii narodu, jest czysty, choć emocjonalny opis historii Polski i Polaków sprzed kilkudziesięciu lat.

Przyznaję, że na mnie Zima stulecia zrobiła spore wrażenie, być może dlatego, że była to pierwszy tytuł na ten temat, napisany tak przystępnym językiem. Z czystym sercem mogę polecić tę książkę nie tylko tych zainteresowanych historią, ale dla wszystkich, którzy chcą szybko i przyjemnie poczytać o komunizmie w Polsce.

Subiektywna ocena: 8/10
Tytuł: Zima Stulecia
Autor: Grzegorz Sieczkowski
Wydawnictwo: The Facto
Data wydania: 30 września 2017
ISBN: 9788361808947
Liczba stron: 302

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s